wtorek, 4 sierpnia 2015

Doktor i adopcja

Sytuacja w domu nadal napięta. Z dobrych wiadomości, to brak nowych złych informacji. Udało nam się też namówić mamę, żeby skorzystała z ładnej pogody i przyjechała do nas na kilka dni, zapomnieć o lekarzach. Troszeczkę modyfikujemy nasze plany urlopowe i posiedzimy kilka dni razem z nią w domu, na tę chwilę wydaje mi się to najlepszy pomysł. Modlę się i ufam, że będzie dobrze.

Od miesiąca czekałam na wizytę u psychiatry, który miał mi wystawić zaświadczenie o braku przeciwwskazań do adopcji. Dziś doczekałam się spotkania z 'przemiłym' panem doktorem. Zacznę może od tego, że świstek na który czekałam miesiąc otrzymałam, ale... Pan lekarz uciął sobie ze mną pogawędkę na temat tego jakie dzieci trafiają do adopcji. Wyłożył mi swoją "wiedzę" na temat dziedziczenia chorób psychicznych, wpływie alkoholu i dziedziczeniu predyspozycji do nałogów (np. dowiedziałam się, że moje dziecko będzie na kilometr czuło nosem alkohol - cytat dosłowny). Z częścią tej "bogatej wiedzy" się zgadzam, nawet Panie z OA nam tłumaczyły. Mówił, że zna wiele przypadków adopcji nieudanych, że rodziny porządne a dzieci to już gorzej. Pytał czy jesteśmy tego świadomi, oczywiście doradzał, abyśmy brali tylko zdrowe dziecko po zdrowych rodzicach. Kiedy mu zasugerowała, że adopcja to nie sklep, żeby sobie wybierać i tym bardziej jak to ujął brać. Trochę się speszył, tłumaczył, że chodziło mu o to żebyśmy dobrze prześwietlili rodziców?!!  W sumie nie wiem jak doktorek sobie to wyobraża, to prześwietlanie, mogłam zapytać.

Na koniec za to był HIT, doktorek powiedział żebym była świadoma, że adopcja jest dla kobiety?!! to takie łatanie rodziny!! Kobieta pokocha dziecko, którego nie urodziła, ale mężczyzna będzie zawsze chciał przekazać geny, taki to samczy los według teorii doktorka. Facet nigdy tak naprawdę nie pokocha przysposobionego dziecka jak swojego biologicznego! Umiałam tylko powiedzieć, że nie należy generalizować, że jesteśmy świadomi ryzyka i konsekwencji adopcji, to nasza wspólna decyzja  i że z mojej wiedzy często się udaje. Tutaj drugi HIT doktorek popatrzył na mnie i kiwnął potakująco, że zna udane adopcje np. Angeliny i Brada Pitta :) tym mnie bardziej rozbawił niż zezłościł, bo mój mąż często żartuje, że jestem jego Angeliną Jolie. Teraz sobie myślę, że może ta rozmowa to był element badania? Sprawdzał ile wytrzymam i czy jestem agresywna i się na niego rzucę z pazurami!!

Tak więc bogatsza o wiedzę wyszłam z zaświadczeniem w ręku. Muszę chyba przyjąć, że nie zawsze osoby, którym będziemy mówić o adopcji będą pozytywnie do niej nastawione. Wizyta ta też dała mi do myślenia o naszych motywacjach. U nas mąż dojrzewał do telefonu do OA kilka ładnych miesięcy. Daliśmy sobie czas.Teraz jestem pewna, że pokocha NASZ mały CUD, tak samo jak jestem pewna, że ja też będę JE kochać całym sercem. A do doktorka wrócę z mężem i naszym dzieckiem za kilka lat, żeby nie musiał szukać przykładów udanych adopcji za oceanem.
Prawie jak pan doktor:)

16 komentarzy:

  1. przestraszyłam się... owego podejścia na pewno jest ono po części zrozumiałe, ale ... nie jednak nie jest zrozumiałe, jak można kopać leżącego, jak można mówić że dziecko adopcyjne nie będzie przez mężczyznę kochane? Znam pewnego Szewca, który wraz z żoną adoptował dwoje dzieci 3 i 5 lat... poleca mi adopcje z całego serca, mówi że spotkało ich szczęście i że nie czuje się że dzieci są adoptowane, i jedyny problem jaki mieli to teściowa która nie mogła owej decyzji przetrawić ... wiec myślę że on należy do ludzie, do mężczyzn który pokochali swoje adopcyjne dzieci najbardziej na świecie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też znam historie tatusiów adopcyjnych, którzy świata nie widzą poza swoimi dziećmi. Znam też biologicznych rodziców, którzy nie do końca akceptują swoje maluchy. My wiemy że nie powinno się generalizować pan doktor chyba nie ;)

      Usuń
  2. Moim zdaniem testował Was. Prawda jest, że nie każdy musi mieć podobne zdanie do adopcji jak My czy Wy. I trzeba umieć to uszanować. Ważne, że jesteście zdecydowani na adopcje i zdajecie sobie sprawę "z czym to się je". Na zdanie innych nie mamy wpływu. Nie warto tez na siłę go zmieniać. Nasz lekarz odpuścił sobie tego typu pogawędki z Nami. Dopytywał tylko dlaczego chcemy adoptować dziecko. Na końcu się przyznał że chciał Nam pokazać szczyptę tego co czeka Nas w Ośrodku. Oby się mylił. Miłego dnia, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chciałabym myśleć, że to był test naszej decyzji, ale dzisiaj u tego samego doktorka był mój mąż. Taktyka na dziś była nieco inna, doktor opowiadał o swoich problemach z poczęciem dziecka, które miał kiedyś. Dlatego myślę że te jego wczorajsze wynurzenia adopcyjne to były jego osobiste przemyślenia.

      Usuń
  3. Wydaje mi się, ze nie testował czy zostanie za te słowa zadrapany pazurami, tylko po prostu ma jakieś dziwne podejście do tematu adopcji i twierdzi że facet nie pokocha "obcego" dziecka, bo on sam pewnie nie byłby w stanie pokochać. Beret ten lekarz i tyle ;)
    Dobrze, ze nasz OA nie chciał opinii od psychiatry bo jakbym trafiła na takiego jak Wy to mogłabym być agresywna ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że wasz OA nie chciał takiej opinii, w sumie to taka niepotrzebna papirologia i tak musimy przecież przejść testy w ośrodku. Tak doktor Beret ;)

      Usuń
  4. Całe szczęście u nas w OA nie wymagano zaświadczenia od psychiatry, tylko naszego pisemnego oświadczenia, że nigdy nie leczyliśmy się w kierunku tego typu zaburzeń. Ja czasami odnoszę nieodparte wrażenie, że opisywani na blogach psychiatrzy sami mają ze sobą jakiś problem i chyba nie powinni brać się za leczenie innych ludzi ;)

    Z tym alkoholem faktycznie coś może być na rzeczy, bo nam też w Ośrodku tłumaczono, że jeśli dziecko jest w życiu płodowym narażone na działanie alkoholu to potem po urodzeniu często wykazuje objawy zespołu abstynencyjnego i bardzo duże ciągoty np. do wszystkiego, co słodkie (ze względu na to, że alkohol również z reguły zawiera w sobie dużo cukru). Ale i tak tego typu generalizowanie jest moim zdaniem wielkim nieporozumieniem, a cała reszta "kwiatków" tego Waszego doktorka to już w ogóle jakiż żart chyba ! Mężczyzna potrafi pokochać adoptowane dziecko równie mocno jak kobieta, a teoria o przemożnej chęci przekazania własnych genów sprowadza naszych mężów wyłącznie do poziomu dawców nasienia...Także nie przejmujcie się tym zbyt mocno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamierzam przejmować się takimi tekstami. W sumie, gdzieś mnie to dotknęło, ale chyba muszę być na to przygotowana, że po adopcji pewnie usłyszę takie ciekawostki. Ściskam

      Usuń
  5. Nie widzę sensu w spotkaniu z psychiatrą. U nas wizyta trwała chwilę. Pani doktor nawet specjalnie z nami nie rozmawiała. Wizyta sprowadziła się to wypisania zaświadczenia. Raczej z naszych twarzy nie wyczytała czy wszystko z nami jest w porządku.
    Co do postawy pana doktora, to brak słów. Zwłaszcza jak jedynym przykładem udanej adopcji jest dla niego ta zza oceanu. Facet po prostu nie spotkał się w najbliższym otoczeniu z tematem. Nie twierdzę, że alkohol nie ma wpływu na płód. Z pewnością ma. Ale bzdurą jest dla mnie twierdzenie, że dziecko alkoholika na 100 % nim zostanie. Usłyszeliśmy to w szpitalu od dr prowadzącej Synka. Śmiałam się w duchu, bo moja mama jest takim dzieckiem i nigdy nie miała problemów z alkoholem. Ja zresztą też. Wręcz przeciwnie.
    Najważniejsze, że uzyskałaś zaświadczenie i zachowałaś zimną krew. Przekonanego i tak nie przekonasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jakbym wyskoczyła na doktorka z pazurkami to pewnie zamknął mnie w pokoju bez klamek;) Też uważam, że to zaświadczenie jest do niczego nie potrzebne, podobnie jak od lekarza rodzinnego - pani doktor zmierzyła mi ciśnienie i napisał: "po przebrodzonych badaniach stan zdrowia pozwala sprawować opiekę nad małoletnimi". Ściskam

      Ps.czy mogę poprosić o dostęp do twojego bloga, jakiś czas temu mi zniknął a bardzo bym chciała Wam dalej towarzyszyć

      Usuń
    2. Nie ma problemu. Tylko nie mogę znaleźć maila do Ciebie. Napisz tu w komentarzu albo wyślij na mojego: gdziejestbocian@gmail.com
      Spokojnej nocy

      Usuń
  6. Wydaje mi się, że Pan Doktor uważa, że jedyna i słuszna racja jest Jego - oczywiście nie mając zupełnie pojęcia o adopcji. Nie warto się Nim przejmować ;)
    Nasza wizyta też była burzliwa, bo Pani Doktor usilnie starała mi się wmówić, że ja pragnę urodzić dziecko, tylko ..... o tym nie wiem :) i naciskała wręcz na terapię jakąś rzecz jasna płatną - no bo jak to, tylko 300 zł za dwa dokumenty - wizja zarobku kilku tysięcy umknęła......wkońcu mocno już poirytowana jej wywodami (również stekiem bzdur nt. adopcyjnych dzieciaków) zapytałam, czy w Jej ocenie jestem zdrowa psychicznie i czy da mi to na piśmie - bo moje chcenie i nie chcenie nie ma nic z tym wspólnego, a od oceny moich oczekiwań jest OA. Mina Pani bezcenna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu Pan Doktor pewnie na długo Was zapamięta, ja jeszcze nie mam tyle siły żeby głośno mówić co myślę. Dziś mój mąż od tego samego doktorka też otrzymał propozycję kuracji, oczywiście doktor naszą niepłodność tłumaczył moim ulubioną diagnozą "blokada psychiczna" i jego terapia nas odblokuje i adopcja nie będzie potrzebna. Dobrze, że mamy to za sobą i nie musimy tłumaczyć, że adoptujemy bo tego właśnie pragniemy, a nie dlatego że jesteśmy niepłodni...

      Usuń
  7. Nie ma chyba nic gorszego niż sytuacja kiedy ktoś, kto nie ma o danym temacie pojęcia, zaczyna się mądrzyć... Nie bierz tego w ogóle do siebie. Facet naprawdę nie wie, o czym mówi... Szkoda tylko, że nie milczy :(
    Trzymam za Was kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak to już jest, że często wypowiadają swoje poglądy ludzie, którzy tak naprawdę nic nie wiedzą i chyba nic tego nie zmieni.... A za kciuki dziękujemy.

      Usuń
    2. Swoją drogą- jakie to zabawne- na jakiej podstawie pan doktor twierdzi, że ta zagraniczna adopcja Brada i Angeliny jest udana??? Na podstawie tego co widzi w tv, albo czyta w kolorowych gazetkach? Rzeczywiście- rzetelne i niezbite dowody :) Jednym słowem- MASAKRA!

      Usuń